Dyrektywa policyjna nadal czeka na wdrożenie

ilustracja

Rząd miał się we wtorek zająć projektem ustawy wprowadzającej unijne przepisy, ale nie zrobił tego, choć Polska powinna wdrożyć je do 6 maja br.
Dyrektywa policyjna ma m.in. zapewnić transparentność przetwarzania danych przez policję i instytucje zwalczające przestępczość. Stworzyć mechanizmy, które pozwolą przeciwdziałać ewentualnym nadużyciom ze strony tych służb. W kwietniu MSWiA zaprezentowało pierwszą wersję projektu ustawy. Jak poinformował nas resort, prace nad nim trwały długo, bo wpłynęło do niego wiele zastrzeżeń. „Konieczne było dokładne przeanalizowanie zgłoszonych uwag” – poinformowało biuro prasowe ministerstwa.

Kontrowersje dotyczyły przede wszystkim wyłączenia spod przepisów części służb, ponieważ dyrektywa pozwala na niestosowanie jej przepisów w przypadku bezpieczeństwa narodowego. Jak mówi Wojciech Klicki, prawnik z Fundacji Panoptykon, zamiast ograniczyć stosowanie dyrektywy do danych osobowych przetwarzanych w związku z realizacją niektórych zadań, wyłączono jej stosowanie do wszystkich służb specjalnych, m.in. CBA czy ABW. – Dla mnie przyjęcie, że CBA zajmuje się bezpieczeństwem narodowym, jest bardzo kontrowersyjne, bo jednym z zadań biura jest np. przeciwdziałanie korupcji w sporcie. Rozumiem, że korupcja w sporcie jest problemem, ale jednak nie ma to nic wspólnego z bezpieczeństwem narodowym – podkreśla.

Zdaniem prawnika projektowane przepisy uniemożliwiają obywatelowi uzyskanie informacji o zebranych na jego temat danych w trakcie czynności operacyjno-rozpoznawczych, np. podczas śledzenia czy przeszukania. – Oznacza to, że jeśli w drodze takich działań pozyskano dane na mój temat, nigdy się o tym nie dowiem. Nawet wówczas, gdy ujawnienie tych informacji już nikomu nie zagraża – mówi.

Z kolei Witold Masionek, adwokat z kancelarii KOLS, zwraca uwagę, na czas, przez jaki mają być przechowywane dane zebrane przez służby. Ma to być 10 lat. – W uzasadnieniu projektu nie wskazano, skąd wynika potrzeba tak długiego przetwarzania danych osobowych obywateli. Wygląda to tak, że ustawodawca tworzy na własny użytek potężną bazę danych, na wszelki wypadek, na przyszłość, po to, aby w razie nagłej potrzeby, nie zawsze w słusznej sprawie czy uzasadnionych przez ustawę celach, mieć pod ręką dane, które można szybko wykorzystać przeciwko konkretnej osobie. Ustawodawca tym samym inwigiluje obywateli na szeroką skalę – dodaje.

Na razie policja i inne służby działają na podstawie przepisów z 1997 r