W 1990 roku Sejm uchwalił ustawę, która zastąpiła Milicję Obywatelską Policją. Dokument liczący dziś 36 lat wciąż jest fundamentem funkcjonowania największej formacji mundurowej w Polsce. Nowelizowany dziesiątki razy, łatany, dostosowywany do kolejnych realiów, nigdy nie został zastąpiony nową, kompleksową ustawą. Pytanie, czy to jeszcze wystarcza, wraca co jakiś czas. Tym razem za sprawą pomysłu powołania Narodowego Biura Śledczego Policji. Procedowany projekt może się okazać testem tego, czy w ogóle stać nas dziś na poważną rozmowę o zmianie systemowej.
Ustawa o Policji przetrwała PRL-owską spuściznę, okres transformacji, wejście do NATO i Unii Europejskiej, kilkanaście rządów i kilkunastu komendantów głównych. To, że w ogóle jest dziś jeszcze funkcjonalna, świadczy o pewnej wytrzymałości pierwotnej konstrukcji. Ale solidność fundamentów nie do końca musi przekładać się na współczesne zagrożenia.
Formacja licząca dziś ponad 110 tysięcy funkcjonariuszy mierzy się z cyberprzestępczością, dezinformacją, sabotażem i dywersją na skalę, jakiej twórcy ustawy z 1990 roku nie mogli sobie ani sobie wyobrazić, ani przewidzieć. Odpowiadanie na te wyzwania kolejnymi nowelizacjami przypomina dobudowywanie pięter do budynku, którego fundamenty projektowano pod zupełnie inne obciążenia. A w pewnym momencie konstrukcja zaczyna trzeszczeć, nawet jeśli formalnie wciąż stoi.