Nie chcę służyć w takiej Policji…

ilustracja

Przewodniczący Zarządu Głównego NSZZ Policjantów Rafał Jankowski udzielił obszernego wywiadu Gazecie Wyborczej. Wywiad zatytułowany „Nie chcę służyć w takiej Policji” ukazał się 29 maja br. w katowickiej GW.

Marcin Pietraszewski: Co pan czuł, oglądając nagranie z komisariatu we Wrocławiu, gdzie policjanci znęcali się nad Igorem Stachowiakiem?

Rafał Jankowski: Kiedy widziałem to pierwszy raz, miałem nadzieję, że to nie jest prawdziwa historia. Byłem przekonany, że za chwilę zobaczę lub usłyszę coś, co tłumaczyłoby, dlaczego tego człowieka potraktowano w taki sposób. Niestety, nie doczekałem się tego. Byłem autentycznie wstrząśnięty, bo nie chcę służyć w takiej policji.
Komenda główna chwali się, że z roku na rok wzrasta wskaźnik społecznego zaufania do policji, że rośnie autorytet munduru. To wszystko nie bierze się jednak z niczego. Na takie wyniki w terenie ciężko zapieprzają szeregowi policjanci. Właśnie ci, którzy mają kontakt z ludźmi na ulicach, którzy jeżdżą na interwencję. I teraz te wszystkie wskaźniki możemy sobie wsadzić.
Kilkuminutowy film ze zdarzenia w komisariacie we Wrocławiu z siłą bomby atomowej zdemolował nasz wizerunek jako formacji służącej społeczeństwu. I żeby była jasność: uważam, że dobrze się stało, że to nagranie zostało ujawnione przez dziennikarzy.
Jednak przez rok nagranie znała prokuratura oraz szefowie wrocławskiej policji, a mimo to nikomu nie przedstawiono zarzutów, a sprawa śmierci Stachowiaka nie została wyjaśniona.
Mam przekonanie graniczące z pewnością, że gdyby nie materiał dziennikarski, to dalej nikt poważnie nie zajmowałby się tą sprawą. Jest to tym bardziej szokujące, że wszystkie dowody zostały dawno temu zabezpieczone. Nie chcę podejrzewać, że sprawa ma jakieś drugie dno, ale to co się wokół niej działo lub właściwie nie działo, źle świadczy o organach kontrolnych policji oraz tak zwanej niezależnej prokuraturze.

Zaskoczyło pana to, że szef polskiej policji film ze znęcania się na Igorem Stachowiakiem po raz pierwszy zobaczył w telewizji?

To kolejny dowód potwierdzający to, że ta sprawa nie była normalnie prowadzona. Komendant główny powinien być pierwszą osobą, która dostaje na biurko to nagranie. Podobno oficerowie prowadzący postępowanie wyjaśniające trzykrotnie zwracali się do prokuratury o udostępnienie tego filmu i dostali odmowę. To też pokazuje, w jaki sposób śledczy współpracowali z policją nad wyjaśnieniem tej sprawy.
Z drugiej strony teraz pojawią się głosy, że o tym nagraniu mówiło się we Wrocławiu od dawna. Nie chcę nawet myśleć, że ktoś celowo ukrywał tę informację przed komendantem głównym. Znam go ze Śląska i nie mam wątpliwości, że gdyby rok temu ktoś pokazał mu ten film, losy tej sprawy potoczyłyby się zupełnie inaczej.
W internecie wylała się na pana fala hejtu po tym, gdy zaprotestował przeciwko decyzji ministra Mariusza Błaszczaka o natychmiastowym zwolnieniu ze służby policjanta, który użył tasera wobec Igora Stachowiaka. Internauci pisali, że broni pan mordercy.
Nigdy nie będę bronił funkcjonariusza, który popełnił przestępstwo. Dla takich ludzi nie ma miejsca w policji. Oburzyło mnie nie to, że policjant został zwolniony, lecz to, że tę decyzję podjął szef MSWiA, który nie ma do tego uprawnień. To niedopuszczalne. Policjanta ze służby może wyrzucić komendant wojewódzki, ale nie polityk. Szef MSWiA jest człowiekiem, który ma zapewnić policji pieniądze na prawidłowe funkcjonowanie oraz odpowiednie regulacje prawne, abyśmy działali sprawnie.

Rok temu zainicjował pan śledztwo przeciwko producentowi koszulek z napisem: „Stop mordercom w niebieskich mundurach”. Teraz to hasło pojawia się pod każdym tekstem dotyczącym śmierci Igora Stachowiaka.

Niewyjaśnienie tej sprawy, te wszystkie grzechy zaniechania spowodowały, że trudno nam będzie odbudować zaufanie społeczne. W ciągu ostatnich 25 lat nie było chyba historii, która równie mocno nadszarpnęłaby nasz wizerunek. Boli mnie to, że ta fala gniewu uderza w policjantów, którzy każdego dnia wychodzą na ulice. Bo to oni są wyzywani od morderców. Wie pan, jak się w takiej atmosferze pracuje? Jak wtedy łatwo o błąd? Nie zdziwię się, jeśli jadący teraz na interwencję policjanci będą mieli z tyłu głowy myśli, żeby już w ogóle nie ryzykować. Bo będzie postępowanie wyjaśniające, prokurator, medialna nagonka.
Wszyscy chcą, żeby policja była silna, sprawna i szybka. Zapomina się jednak, że użycie środków przymusu bezpośredniego i siły fizycznej jest stałym elementem tej pracy. Są sytuacje, kiedy prośby i polecenia nie pomagają i trzeba komuś najzwyczajniej zadać ból. Proszę sobie wyobrazić sytuację, że kibole demolują bar. Jego właściciel będzie wdzięczny policjantom za szybkie zatrzymanie napastników. Z kolei przechodzący obok jego lokalu przechodnie, widząc leżących na chodniku skutych kajdankami szalikowców, będą utyskiwali, że jesteśmy brutalni. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Jeśli mamy sprzątać ulice ze zła, musimy  być stanowczy.

Jak uniknąć takich historii jak ta we Wrocławiu?

W każdej jednostce powinien być sprawny monitoring, można też montować kamery nagrywające interwencje. Trzeba jednak pamiętać, że w policji najważniejsi zawsze będą ludzie. Dlatego też trzeba zmienić system doboru. W ostatnim czasie nasza firma straciła na rynku pracy na atrakcyjności. Mamy coraz mniej kandydatów, zdarza się, że do służby przyjmowani są ludzie, którzy nie znaleźli roboty nigdzie indziej. Selekcja musi być dużo ostrzejsza, muszą też wzrosnąć wynagrodzenia.
Dodatkowym elementem są szkolenia. Ludzie powinni wiedzieć nie tylko, jak się zakłada kajdanki czy strzela, ale powinni też być mentalnie przygotowani do służby. Brak profesjonalnych szkoleń to pięta achillesowa polskiej policji. Dawniej jak młody policjant przychodził ze szkoły na jednostkę, to roboty uczył się od doświadczonych kolegów, których podpatrywał. Tyle że tych doświadczonych się jednak ostatnio pozbyliśmy.

Ma pan wrażenie, że polityka odgrywa w tej sprawie coraz ważniejszą rolę?

Byłem w Sejmie podczas debaty dotyczącej wrocławskich wydarzeń. W naiwności liczyłem, że wyjdzie minister sprawiedliwości i powie, dlaczego przez rok prokuratura niewiele zrobiła w sprawie, a szef MSWiA wyjaśni, dlaczego dopiero po materiale dziennikarskim następuje gwałtowne przyspieszenie i zwalnia się komendantów we Wrocławiu. Zamiast tego byłem świadkiem politycznej napieprzanki, że za rządów PO policja biła mocniej, a za rządów PiS to morduje obywateli. Słuchałem tego i nie wierzyłem w to, co słyszę.

Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Dzisiejsi rządzący półtora roku temu byli opozycją i też krytykowali policję.

Kiedy w lutym 2015 r. policjanci, używając broni gładkolufowej, powstrzymali strajkujących górników [część z nich miała kominiarki, pozostali kibolskie szaliki lub bluzy] przed wtargnięciem do siedziby Jastrzębskiej Spółki Węglowej, to jeden z posłów PiS zawiadomił prokuraturę o przekroczeniu uprawnień przez mundurowych. I mówił, że ostatni raz na Śląsku do górników strzelano pod kopalnią „Wujek” w czasie stanu wojennego, kiedy ZOMO siłą stłumiło górniczy strajk. Z kolei kiedy w grudniu zeszłego roku ochranialiśmy Sejm, naszym ludziom dostało się, że są siepaczami tej władzy. Do cholery, włączanie policji w polityczną retorykę jest niedopuszczalne.
Oczywiście najlepiej byłoby nie dopuszczać do takiej sytuacji, kiedy przed Sejmem ustawia się policyjne kordony. Ale jeśli już do tego doszło, to robiliśmy to, co do nas należało. Dlatego jestem pełen podziwu dla policjantów z prewencji. To oni są na pierwszej linii, to oni jeżdżą na najtrudniejsze interwencje, to oni muszą słuchać, że są zomowcami. A na końcu ich praca jest jeszcze publicznie recenzowana przez polityków, którzy tak naprawdę nie mają o niej pojęcia.

Znowu wracamy do polityki.

Niestety wiele miesięcy temu polityka zaczęła odgrywać w policji pierwszoplanową rolę. Zaczęło się od tego, że zaczęto zwalniać tych policjantów, którzy zostali przyjęci do służby przed 1989 r. W ramach personalnej polityki historycznej pozbyliśmy się doświadczonych ludzi. Potem polityczna miotła wygarnęła część naszych dowódców, a kandydatury ich następców wywoływały zdumienie w naszym środowisku. Mam wrażenie, że obecny komendant główny jest ostatnim szefem polskiej policji, który został wybrany z przyczyn merytorycznych, bo się zna na robocie. Nie mam wątpliwości, że jego następca zostanie wybrany już z klucza politycznego.

Ale policja jest apolityczna z definicji.

W teorii mamy być apolityczni i neutralni światopoglądowo. Mamy służyć tym z prawej i lewej strony sceny politycznej, mamy służyć katolikom, prawosławnym i Żydom. Tacy powinniśmy być. Proszę jednak wyjść na ulicę i zapytać ludzi, czy tacy jesteśmy. Wiem, że są dziś w Polsce miejsca, gdzie niektórzy oficerowie prześcigają się, żeby robić tej władzy przyjemność. Proszę mi jednak wierzyć, że szeregowych policjantów nie interesuje, czy szefem MSWiA jest Mariusz Błaszczak, czy Grzegorz Schetyna. Oni chcą tylko odpowiednio zarabiać, być dobrze wyszkoleni, mieć instrumenty prawne do pracy oraz ochronę prawną państwa.

Czy Jarosław Zieliński, odpowiedzialny za policję wiceszef MSWiA, powinien się podać do dymisji po aferze wrocławskiej?

Nie jestem zwolennikiem podejmowania decyzji personalnych pod wpływem emocji i presji opinii publicznej. Nie wyobrażam sobie jednak sytuacji, że jedynymi osobami, które poniosą konsekwencje, będą odwołani policjanci z Wrocławia. Rok temu wiceminister Zieliński obiecał wyjaśnienie sprawy śmierci Stachowiaka. Skoro nie wywiązał się z danego słowa, to powinien wiedzieć, co w takiej sytuacji zrobić. Moim zdaniem utracił mandat zaufania do nadzorowania policji.