„Druga szansa na życie” – Adrian Klich, policjant z Przeworska, został dawcą szpiku kostnego

ilustracja

Policjanci ratują ludzkie życie na wiele sposobów. Czasem podczas interwencji, czasem udzielając pierwszej pomocy na miejscu wypadku, a czasem – w ciszy szpitalnej sali, bez munduru, bez kamer i bez rozgłosu. Tak właśnie stało się w przypadku Adriana Klicha, Przewodniczącego Zarządu Terenowego NSZZ Policjantów w Przeworsku, który został dawcą komórek macierzystych dla chorego mężczyzny z zagranicy.

To historia o decyzji podjętej 17 lat temu – i o telefonie, który zmienił czyjeś życie.

Kiedy podjąłeś decyzję o rejestracji w DKMS? Co Cię do tego skłoniło?

Zarejestrowałem się 17 lat temu. Decyzję podjąłem spontanicznie, gdy przypadkowo dowiedziałem się, że dziewczynka ze Śląska czeka na swojego bliźniaka genetycznego. Pomyślałem wtedy, że skoro mogę komuś pomóc, to nie ma się nad czym zastanawiać.

Jak dowiedziałeś się, że możesz zostać dawcą?

Otrzymałem telefon z fundacji z pytaniem, czy jestem gotowy pomóc osobie, która ma zgodne geny z moimi. Moja odpowiedź była twierdząca i natychmiastowa.

Co wtedy czułeś?

Czułem się wyjątkowo szczęśliwy, że dzięki moim genom ktoś może otrzymać drugą szansę na życie. To było ogromne przeżycie i poczucie, że robię coś naprawdę ważnego.

Jak wyglądały przygotowania i sam proces oddania komórek macierzystych?

Najpierw pobrano mi krew w ośrodku zdrowia w miejscu zamieszkania. Po wykluczeniu chorób zakaźnych udałem się do kliniki, gdzie przeszedłem kolejne badania – EKG, USG jamy brzusznej, prześwietlenia oraz dodatkowe badania krwi.

Po zakwalifikowaniu do przeszczepu przez pięć dni przyjmowałem zastrzyki w brzuch, które stymulowały produkcję komórek macierzystych. Po nich czułem się fatalnie – miałem bóle kręgosłupa, miednicy, głowy i mięśni. Była to jednak dobra oznaka, że organizm intensywnie pracuje.

W dniu pobrania o godzinie 7.00 zameldowałem się w klinice, a około 13.00 było już po wszystkim. Miałem zapewnioną bardzo dobrą opiekę. Czułem ogromną radość, że ktoś będzie mógł dalej cieszyć się życiem dzięki mojej decyzji.

Czy miałeś jakieś obawy? Jak czułeś się po zabiegu?

Obawiałem się przede wszystkim procedury medycznej i tego, czy wszystko jest w porządku z moim zdrowiem. Zastanawiałem się, czy nie okaże się, że mam jakieś poważne schorzenie. Na szczęście badania wykazały, że jestem zdrowy.

Po oddaniu komórek macierzystych czułem się bardzo dobrze – wręcz jak nowo narodzony. Ustąpiły bóle głowy i kręgosłupa. Oczywiście przez około dwa tygodnie trzeba się oszczędzać, aby zregenerować śledzionę i nie doprowadzić do jej przeciążenia.

Jak zareagowała rodzina i środowisko zawodowe?

Rodzina bardzo się martwiła, zwłaszcza że od kilku lat leczę się na nadciśnienie tętnicze. Obawiali się, aby nic mi się nie stało.

W środowisku policyjnym szczególne zainteresowanie i wsparcie okazał mój szef, Pan Komendant Bartłomiej Kowalski, który dzwonił i pytał, jak się czuję. To było dla mnie ważne.

Czy wiesz coś o osobie, której pomogłeś?

Wiem, że to mężczyzna powyżej 60. roku życia, nasz zachodni sąsiad. Istnieje możliwość poznania swojego bliźniaka genetycznego, jeśli obie strony wyrażą taką wolę. Czas pokaże, czy do tego dojdzie.

Co powiedziałbyś osobom, które zastanawiają się nad rejestracją w DKMS?

Samo zarejestrowanie się nie jest trudne. Prawdziwa decyzja pojawia się później, gdy otrzymuje się telefon z fundacji. Uważam jednak, że każda osoba powinna być zarejestrowana w DKMS, bo im nas więcej, tym większa szansa na uratowanie czyjegoś życia.

Ja miałem bóle przez kilka dni, ale warto pomyśleć, jak cierpi osoba chora i jaką szansę może otrzymać dzięki naszej decyzji. Pomoc drugiemu człowiekowi jest bezcenna.

Z perspektywy Zarządu Wojewódzkiego NSZZ Policjantów ta historia jest dowodem na to, że policjanci ratują ludzkie życie nie tylko w trakcie służby. Mundur zobowiązuje, ale postawa kolegi Adriana pokazuje, że gotowość do pomocy wynika przede wszystkim z charakteru i wartości, którymi kieruje się na co dzień.

Jesteśmy dumni, że w naszych szeregach są funkcjonariusze, którzy potrafią wykazać się odwagą także poza radiowozem i poza linią służby – oddając cząstkę siebie, aby ktoś inny mógł żyć.

Gratulujemy tej decyzji, dziękujemy za przykład bezinteresownej pomocy i życzymy zdrowia oraz satysfakcji z podjętej misji.

Biuro prasowe ZW NSZZ Policjantów w Rzeszowie.