Sąd cofnął decyzję MSWiA o obniżeniu emerytury w sprawie byłego funkcjonariusza milicji.

ilustracja

Były funkcjonariusz milicji, przeniesiony na etat oficera politycznego, będzie miał przywróconą rentę inwalidzką, bowiem nie wykonywał pracy na rzecz państwa totalitarnego – pisze Bożena Wiktorowska w Gazecie Prawnej w artykule zatytułowanym: „Były esbek wygrał z MSWiA. Chodzi o obniżenie świadczenia na podstawie ustawy dezubekizacyjnej”

Powodem zajęcia się sprawą przez sąd była decyzja Zakładu Emerytalno-Rentowego MSWiA, wydana na podstawie ustawy z 16 grudnia 2016 r. o zmianie ustawy o zaopatrzeniu emerytalnym funkcjonariuszy Policji… (Dz.U. z 2016 r. poz. 2270), obniżająca skarżącemu wysokość wypłacanego świadczenia. Powodem było odnalezienie w kadrach informacji, że od 1 lutego do 15 lipca 1983 r. wykonywał on służbę na rzecz państwa totalitarnego.

Zainteresowany nie zgodził się z obniżeniem świadczenia. W odwołaniu wskazał, że w tym czasie miał już przyznane uprawnienia II grupy inwalidzkiej. Dodał, że powierzone mu stanowisko zastępcy kierownika komisariatu Milicji Obywatelskiej ds. polityczno-wychowawczych było tylko formą nagrody za rany odniesione na służbie. Co więcej, z powodu stanu zdrowia nigdy nie wykonywał zadań związanych z funkcją oficera politycznego. Dyrektor ZER nie zgodził się jednak z tą argumentacją, uznając, że dowodem potwierdzającym służbę na rzecz SB są dokumenty dostarczone przez kadry resortów siłowych oraz IPN.

W czasie rozprawy sąd okręgowy ustalił, że funkcjonariusz wstąpił do MO w 1972 r., pracował m.in. w sekcji włamań i kradzieży wydziału kryminalnego oraz sekcji zabójstw i rozbojów. I to właśnie tam, w czasie pościgu za przestępcą, został ciężko ranny i w konsekwencji od 8 lutego do 15 lipca 1982 r. przebywał w szpitalu, a w kolejnych miesiącach przechodził rehabilitację. Po zakończeniu leczenia przeszedł do tzw. obyczajówki. Pod koniec lipca 1982 r. stwierdzono u niego 80 proc. uszczerbku na zdrowiu spowodowanego wypadkiem w czasie pełnienia służby, ale dopiero w marcu 1983 r. wojewódzka komisja lekarska orzekła, że funkcjonariusz jest niezdolny do jakiegokolwiek zatrudnienia. I na tej podstawie uzyskał II grupę inwalidzką. Zaledwie osiem dni przed tym, kiedy został uznany za niezdolnego do służby, przeniesiono go na stanowisko zastępcy kierownika komisariatu MO. Nastąpiło to jednak bez zgody zainteresowanego, który zresztą z racji całkowitej niezdolności do służby nie objął powierzonej mu funkcji i – co ważne w tym przypadku – nie wykonywał żadnych czynności z nią związanych. Po postrzeleniu nie wrócił już do służby, bowiem na podstawie rozkazu ministra spraw wewnętrznych został z niej zwolniony 15 lipca 1983 r.

Sąd w czasie postępowania wyjaśniającego uznał, że zgodnie ze stanowiskiem Trybunału Konstytucyjnego z 11 stycznia 2012 r. (sygn. akt K 36/09) informacja o przebiegu służby może podlegać wszechstronnej kontroli sądowej. Co więcej, w przypadku zaskarżenia decyzji organu emerytalnego o ostatecznym ukształtowaniu praw emerytalnych decyduje sąd powszechny, który nie jest prawnie związany treścią informacji IPN. W tym przypadku sąd nie dał wiary dowodowi dostarczonemu przez instytut. Tym bardziej że świadkowie potwierdzili, że skarżący po wypadku już nie wrócił do służby. Przyznali też, że osoby tak zasłużone przed przejściem na emeryturę lub rentę zawsze były przenoszone na inny etat, żeby mogły otrzymywać wyższe świadczenia.

Sąd uznał, że w tej sytuacji nie ma podstaw do obniżenia renty inwalidzkiej. A że decyzja w tej sprawie była błędna, podlega zmianie.

Wyrok Sąd Okręgowy w Lublinie z 15 maja 2019 r. (sygn. akt VIII 498/19).

Cały tekst pod podanym linkiem