SE: Prawdziwa twarz policji – samobójstwa, przemoc w rodzinie i pompowanie statystyk [CZĘŚĆ 2]

ilustracja

Praca w policji nie jest dla każdego. Niestety, z powodu braku chętnych i licznych odejść najbardziej doświadczonych policjantów, coraz częściej funkcjonariuszami zostają ludzie „z łapanki”. To nie może skończyć się niczym dobrym.

W poprzedniej części artykułu (KLIKNIJ TUTAJ) poznaliśmy kilku policjantów, którzy przybliżyli nam realia ich pracy. Dowiedzieliśmy się, że od pewnego czasu policja staje się coraz bardziej upolityczniona. Funkcjonariusze dostają rozkazy i muszą się im bezwzględnie podporządkować, bo inaczej „polecą głowy”. Czego dotyczą takie rozkazy?

– Zwykle chodzi o sztuczne pompowanie statystyk – wyjaśnia nam służący na Mazowszu od kilku lat policjant. – Przecież nie może być tak, że ktoś cały dzień chodził po rewirze i nic się nie działo. Prewencja musi coś pokazać w swoich notesach, bo inaczej przełożony stwierdzi, że się obijasz, a on sam też musi pokazać coś swojemu szefostwu, jego szefostwo kolejnym i tak aż do ministrów.
Potwierdzają to liczne wpisy na internetowych forach, gdzie policjanci wymieniają się swoimi doświadczeniami. Nie ma siły, żeby na służbie była nuda. Trzeba kogoś wylegitymować, spisać czy wystawić mandat – inaczej to jakbyś nie był w pracy. Mimo że zatrzymując kogoś nawet do wylegitymowania policja musi podać tej osobie jakiś powód, to zwykle działa w myśl zasady „znajdź mi człowieka, a ja znajdę na niego paragraf”.
– Najprostsza opcja to powiedzieć, że rutynowa kontrola czy ktoś nie ma narkotyków – tłumaczy mi kolejny z policjantów, który pełni służbę na Pomorzu – wiadomo, nie zaczepisz tak starszych ludzi, ale studentów? Czemu nie!

Rafał Jankowski

Sytuacje „chorych statystyk” w jednej ze swoich wypowiedzi podkreślał także Rafał Jankowski, przewodniczący ZG NSZZ Policjantów. W rozmowie z Dziennikiem Zachodnim przyznawał, że na jednej ze śląskich jednostek spotkał się z… minimum substancji psychoaktywnych jakie musi ujawnić każdy funkcjonariusz.

– Najważniejsze jest uzyskanie tzw. mierników i progów satysfakcji. Jeśli to nie zniknie, to wciąż będziemy mieć do czynienia z tą patologią – przestrzegał Jankowski. Od jego wypowiedzi minęło ponad pół roku i zmian nie widać. Działający na co dzień w ten sposób policjanci nie są przygotowani należycie do prawdziwych interwencji.

– Weźmy na przykład miesięcznice, które obstawiają tysiące funkcjonariuszy – mówi policjant z Warszawy. – Jak ma nie dojść do jakichś nadużyć z którejkolwiek ze stron, łącznie z policją, jeśli połowa tych policjantów na co dzień wypisuje mandaty za picie w parku, a druga połowa po raz pierwszy na oczy widzi tak tłum ludzi, bo ściągani są przecież z całej Polski?
Ale policjant, któremu brakuje kompetencji, stanowi przede wszystkim zagrożenie dla samego siebie. Nie chodzi tylko o to, że może ucierpieć w czasie interwencji, bo jest źle wyszkolony, albo zasady działania zna tylko w teorii. Chodzi też o psychikę.
– Nieustannie siedzisz i tylko trzepiesz dresiarzy, wystawiasz mandaty albo łapiesz kogoś za prędkość. Rutyna – opowiada Sławek z mazowieckiego. – Nagle masz interwencję, bo na przykład sąsiedzi słyszą, że pies szczeka od wielu godzin. Na miejscu nikt nie otwiera. W końcu wchodzicie „na ostro”, bo sąsiedzi widzieli, jak cała rodzina wróciła, a ich samochód stoi na parkingu, więc coś się mogło stać. Co widzisz, ty, który znasz tylko bloczek od mandatów i niemal na pamięć pesele spisywanych ludzi? Ojca trójki dzieci, który na pętli wisi w jednym pokoju, a rodzina zamordowana przez niego w drugim. Nie siądzie ci to „na bani”?

Siądzie. Podobnie jak wywierana presja ze strony przełożonego o wyniki. Policjanci mówią, że komenda dzisiaj przypomina bardziej korporację. Życie w nieustannym stresie zbiera srogie żniwo. Poza uzależnieniami, o których mówiliśmy w pierwszej części artykułu, dochodzi tragedia rodzin policjantów i ich samych.

– To jest grupa zawodowa podwyższonego ryzyka jeżeli chodzi o rozwody – mówi mi jeden z warszawskich działaczy NSZZ policjantów. – Mało który policjant przez całą swoją służbę będzie miał tę samą żonę.
Powód jest prosty – kobietom jest ciężko wytrzymać z mężami, którzy żyją swoją pracą. Często popadają w uzależnienie, albo zaczynają wyładowywać się na swoich najbliższych. Właśnie takimi przypadkami zajmuje się Fundacja „Pomoc Kobietom i Dzieciom”.
– Rodziny mundurowych, zwłaszcza policji, trafią do nas bardzo, bardzo często – mówi ze smutkiem w głosie założycielka i prezes Fundacji, Krystyna Żytecka. – Niestety, 90 proc. z tych spraw jest potem umarzanych, bo koledzy prokuratorzy – dodaje.
Nie wszyscy jednak wyżywają się na innych. Wielu funkcjonariuszy, którzy znajdą się w pułapce własnej frustracji decyduje się na rozwiązanie ostateczne.

– Najczęściej używają do tego służbowej broni – tłumaczy mi wieloletni pracownik policji. – Strzał w skroń, albo znany przypadek policjantki, gdzie jeszcze miała się ponoć wychylić za szybę samochodu, żeby krew nie pobrudziła tapicerki.
Poprosiliśmy Komendę Główną Policji o statystyki samobójstw funkcjonariuszy. Niestety, nasz wniosek został przyjęty, ale wciąż czeka na rozpatrzenie. Przeglądamy więc tytuły prasowe w ostatnich latach. W nich nie brakuje wątków policjantów, którzy targnęli się na własne życie. W Małopolsce 42-letni funkcjonariusz popełnił samobójstwo w trakcie nocnej służby. W tym samym województwie służbową bronią, także w czasie pracy, zastrzelił się 39-letni policjant. W Drawsku Pomorskim kolegę, który także użył policyjnej broni, znalazł oficer dyżurny. Dokładnie w taki sam sposób odebrał sobie życie 37-letni policjant z Katowic. Listę kolejnych miejscowości, gdzie doszło do tragedii, długo by wymieniać.

– Raz widziałem akta takiej sprawy i jako motyw uznano „kłopoty rodzinne” – opowiada policjant ze Śląska. – No ale te kłopoty rodzinne też się skądś brały. Służba zniszczyła facetowi psychikę, więc zaczęły się problemy w domu, a potem już nie dał rady i pociągnął za spust.
– Myślałem, że macie badania psychologiczne?
– Do policji trafiają w teorii najtwardsi z najtwardszych ludzi – odpowiada wieloletni funkcjonariusz. – Ale to wciąż tylko ludzie. Najpierw są obowiązkowe badania, ale potem, to już teoria. Poza tym zobacz, ilu takich policjantów pod sobą ma jeden psycholog. On nie jest w stanie zapewnić należytej opieki nawet ¼ funkcjonariuszy, a prywatnie iść, to nas po prostu nie stać.
Policjanci są zgodni, że jedynym ratunkiem dla munduru są podwyżki. Tylko dzięki temu policja na nowo może stać się profesjonalna i odzyskać nadszarpnięte zaufanie społeczeństwa. MSWiA zapowiedziało, że pierwsze podwyżki służby mundurowe zobaczą już po 1 maja 2018 roku. Przeciętnie będzie to… 102 i 202 złote. Na załączonym zestawieniu widzimy jak wyglądały pierwsze przymiarki do wzrostu płac. (w załączniku jest bardziej czytelne ksero)

Nie tego domagali się funkcjonariusze, nie o „takie” podwyżki im chodziło. Wychodzi więc na to, że to dopiero początek batalii o dobre imię policji oraz godne życie policjanta.

ZAŁĄCZNIKI