Protest policji: Są statystyki. Proporcje między mandatami, a pouczeniami odwróciły się

ilustracja

Znamy już efekty policyjnego protestu. Aż osiem na dziesięć interwencji mundurowych w woj. lubelskim w sprawie wykroczeń kończy się tylko pouczeniem. Wcześniej niemal w każdym przypadku wystawiali mandat.

Takie wnioski przynosi lektura policyjnych statystyk z województwa lubelskiego. Okazuje się, że po rozpoczętej 10 lipca akcji protestacyjnej proporcje między mandatami, a pouczeniami odwróciły się. Z danych udostępnionych protestującym przez Komendę Wojewódzką Policji w Lublinie wynika, że od 1 do 9 lipca policjanci z całego regionu interweniowali w sprawie 6761 wykroczeń. Niewiele ponad tysiąc interwencji zakończyło się pouczeniem. Stanowiło to zaledwie 17 proc. wszystkich ujawnionych wykroczeń. W pozostałych przypadkach policjanci karali sprawców mandatami.

Po rozpoczęciu protestu, w okresie od 10 do 19 lipca, interwencji było tylko trochę mniej – dokładnie 6484. Jak informują związkowcy – powołując się na statystyki KWP – 80 proc. z nich zakończyło się pouczeniem, a pozostałe mandatami.

– Dla nas najważniejsze jest, by policjanci reagowali na wszystkie przypadki naruszenia prawa. Protest nie może wpływać na bezpieczeństwo obywateli – komentuje nadkom. Renata Laszczka-Rusek, rzecznik lubelskiej policji.

Łagodniejsze oblicze policji odczuli m.in. kierowcy. – Dzięki protestowi oszczędziłam kilkaset złotych – przyznaje pani Katarzyna z Lublina. Kilka dni temu, przez nieznajomość miasta, wjechała pod prąd w ulicę jednokierunkową w Hrubieszowie. – Zorientowałam się dopiero, kiedy zatrzymali mnie policjanci. Skończyło się na sprawdzeniu dokumentów i krótkiej rozmowie. Nie dostałam mandatu.

Artur Garbacz

Protestujący policjanci nadal, jeśli tylko pozwalają na to przepisy, zastępują mandaty pouczeniami – dodaje Artur Garbacz, przewodniczący zarządu wojewódzkiego NSZZ Policjantów w Lublinie. – Niepokoi nas jednak spadek liczby ujawnianych wykroczeń. Nie to jest naszym celem, więc jako związek zwrócimy na to uwagę uczestnikom akcji.

O co chodzi policjantom? Domagają się przede wszystkim wzrostu wynagrodzeń o 650 zł miesięcznie. Chcą również pełnopłatnych zwolnień chorobowych do 30 dni, a także zmian w przepisach emerytalnych. Początkowo akcja polegała tylko na oflagowaniu jednostek i radiowozów. A od 10 lipca mundurowi masowo rezygnują z wystawiania mandatów.

– Do tej pory resort spraw wewnętrznych nie zareagował na nasz protest w żaden konkretny sposób – utrzymuje przewodniczący Garbacz. – Zgodnie z przyjętym harmonogramem, jeśli do 1 sierpnia sytuacja się nie zmieni, możemy zaostrzyć protest.

Chodzi o tzw. „strajk włoski”, który będzie polegał na wyjątkowo drobiazgowym wykonywaniu wszystkich czynności. W takim proteście mają uczestniczyć policyjni dochodzeniowcy, a także mundurowi z prewencji i drogówki. Jeżeli taka akcja nie przyniesie skutku, związkowcy planują na wrzesień demonstrację w stolicy.

Ramię w ramię z policjantami pomaszerowaliby wówczas przedstawiciele innych służb mundurowych. Do obecnego protestu dołączyli bowiem strażacy, strażnicy graniczni, celnicy oraz strażnicy więzienni. Wszyscy mają bardzo podobne postulaty. Domagają się wzrostu płac i lepiej płatnych zwolnień chorobowych.

Fot. (jp)