Prawdziwa twarz policji – agresja, bezsilność i brak perspektyw

ilustracja

Dawniej mundur policyjny wiązał się z pewną nobilitacją, prestiżem. Dziś wywołuje niechęć, strach i jest opluwany. Jak wygląda praca w polskiej policji? Co się zmieniło i czy faktycznie jest tak źle, że wkrótce funkcjonariusze wyjdą protestować na ulice?

Pierwszego razu się nie zapomina. Tak przynajmniej twierdzi Sławek, który od 3 lat służy w policji, w jednym z mazowieckich miast. Dokładnie pamięta on podniecenie, gdy pierwszy raz założył mundur. Przyspieszone bicia serca, gdy miał swój pierwszy patrol. Najbardziej jednak w pamięć zapadła mu pierwsza wypłata, po której czuł się, jakby ktoś dał mu w twarz.

– Spotkałem się ze znajomymi ze swojej miejscowości, z którymi razem wyjechaliśmy do „dużego miasta” – wspomina Sławek. – Jeden był „tylko” kucharzem w restauracji, drugi pracował w dużej sieci handlowej. Czułem się przy nich dumny jak paw, dopóki nie powiedzieliśmy sobie ile zarabiamy. Dopiłem moje piwo i wyszedłem bez słowa, tak mi wstyd było.
Wtedy dostał niecałe 2,5 tys. złotych na rękę. Dziś byłoby nieco ponad 2,8 tys. złotych. Ale żeby tyle zarobić, najpierw trzeba ukończyć półroczny kurs w szkole policyjnej. Z jednej strony za niego też płaci państwo (dziś 1,9 tys. zł netto co miesiąc), a kursant dostaje dach nad głową i wyżywienie, z drugiej traktują to jak ciężki, wydłużony okres próbny.

– Do domu wracasz na weekend, o ile nie dostaniesz dyżuru – wyjaśnia Sławek. Kurs odbył w Legionowie. – Jedzenie też nie jest rarytasem, przypomina szpitalne. Najgorsze jednak są zajęcia z wychowania fizycznego. Dają w kość, wielu rezygnowało… a na koniec, żeby założyć mundur i tak musisz zdać egzamin. Nikt nie przyjmie cię, bo odbębniłeś 6 miesięcy.
Można odnieść wrażenie, że jednak warto się poświęcić i zagryźć zęby. Przecież policjant ma prawo do wcześniejszej emerytury, otrzymuje też dodatki czy zniżki na mieszkanie. Na takie luksusy zwykli pracownicy nie mogą liczyć. Być może właśnie to przyciąga ludzi do policji? Według oficjalnych danych MSWiA, w zeszłym roku ponad 23 tys. osób ubiegało się o przyjęcie, czyli niemal 1 tys. więcej niż w 2016. Statystyki zatrudnienia też rosną.
– To są liczby brane z kosmosu, jakiś rodzaj propagandy – mówi nam policjant z Wielkopolski, który mundur zakładał jeszcze w PRL-u. – Ostatnio widziałem, nawet na waszej stronie, ogłoszenie z jednego ze sklepów. Ponad 4 tys. za miesiąc pracy, ubezpieczenie dla rodziny, bony. Policjant tego nie ma. Dodatek na mieszkanie? Można z niego kupić 3 m kwadratowe, bo to jest mniej niż 20 tys. złotych. To po co ci ludzie mieliby chcieć iść do policji?

Faktycznie, przeglądam oferty pracy, z zaznaczeniem, że bez doświadczenia i bez wyższego wykształcenia. Bez problemu trafiam na takie, gdzie oferują po 2500-3000 złotych na rękę (a niektóre i więcej) na umowę o pracę. Zdarzają się nawet obietnice wspomnianych pakietów rodzinnych. Może więc chodzi o powołanie?
– Poczucie misji i służby społeczeństwu czułem przez kilka pierwszych dni – zarzeka się Maciej z Pomorza, 2 lata służby. – Ale tracisz to, gdy co drugi legitymowany przez ciebie albo zatrzymany nazywa cię psem. Tracisz to, gdy co drugi z nich nosi bluzę HWDP lub inne wrogie nam hasła… i tak serio, to nic nie możesz zrobić. Bo boisz się, że poniosą cię nerwy i będziesz miał kłopot.
Te nerwy są jednym z powodów, przez które społeczeństwo negatywnie reaguje na policję. Głośna sprawa Igora Stachowiaka, którą nagłośnił reporter TVN, czy błędy wymiaru sprawiedliwości, za które Tomasz Komenda spędził 18 lat w więzieniu, działają na wyobraźnie. Ludzie zaczynają się bać, że gdy policja zaprosi ich do radiowozu skończą jak jeden z nich. Ciężko jednak pozbyć się takich błędów, gdy mundur noszą osoby bez doświadczenia.

– Coraz więcej osób z wieloletnim stażem odchodzi z policji – mówi ze smutkiem Olgierd, który na Śląsku służy od początku poprzedniego wieku. – Przychodzą młodzi i jako nauczyciela dostają młokosa, który na ulicach spędził łącznie góra rok, dwa lata. Sam jeszcze ma mleko pod wąsem, a uczy kolejnego co ma robić. Paranoja.
Dlaczego starsi odchodzą ze służby? Powód jest prosty – upolitycznianie policji. Służba, która po politycznych czasach PRL-u, po przemianach z lat 1989/90 miała stać się niezależna, służąca tylko i wyłącznie obywatelom, taka nie jest. Jak mówią mi moi rozmówcy, tak było, przez pewien czas, ale ostatnie lata to czysty dramat.
– Już w 2013 albo 2014 zaczęło się robić dziwnie – stwierdza Olgierd. – Wtedy już były napięcia, by być po stronie rządzących. Ale po 2015 roku jest tragedia.
– Są naciski z góry żeby, na przykład, w danych sprawach działać tak, nie inaczej – odpowiada inny policjant z Wielkopolski, z wieloletnim stażem. – Jeżeli funkcjonariusz powie, że tego nie zrobi, to może liczyć się z dużymi problemami. Ci ludzie mają zaś kredyty, obowiązki, rodziny. Więc siedzą cicho.

Między innymi dlatego moi rozmówcy nie chcą ujawniać danych. Co do nacisków, podają jako przykład sytuację, kiedy to policjanci mieli ciąć confetti dla ówczesnego wiceministra MSWiA, Jarosława Zielińskiego. Ale nie tylko to wzbudza ich wątpliwości. Niechętnie podchodzą do Marszów Niepodległości czy innych, narodowych uroczystości, które powiązane są z pewnymi środowiskami.
– Raz chronisz nacjonalistów, raz chronisz antyfaszystów – wylicza Maciej. – Raz zabezpieczasz miesięcznicę, innym razem jakieś pro-europejskie manifestacje. Stajesz się wrogiem wszystkich. Zdarzy się, że odepchniesz jakiegoś zadymiarza w szaliku, jak i kobietę, która domaga się swoich praw. Tylko kto, nawet w innej pracy, powiedziałby przełożonemu nie zrobię tego, mając na głowie zobowiązania i rodzinę?
W negatywnej ocenie funkcjonariuszy nie pomaga też fakt ogólnego dostępu do internetu oraz urządzeń rejestrujących. Ludzie prześcigają się, kto nagra lepszy film „z policjantami”, a legitymowanie ich w czasie interwencji, to już norma. – Ale skoro ktoś zna prawa, to dlaczego nie zna swoich obowiązków? – dziwi się Olgierd.

Nie ma jednej, dobrej, edukacji społecznej dla obywateli względem współpracy z policją – mówi nam wielkopolski policjant. – Każdy wie, co wolno policjantowi, natomiast jakie obowiązki ma obywatel… to już gorzej. Prawa znają, obowiązków nie. Nawet nazwanie policjanta „gliną” to już wykroczenie, a niestety, jest nagminne.

Andrzej Szary

Dlatego mundurowi mają dość. Nie tylko policjanci, ale wszyscy. Chcą podwyżek, albo grożą, że będą protesty.
– O formie protestu zadecydujemy po przeprowadzonym wśród funkcjonariuszy referendum. Jedyne, co wiem na pewno, to że skoro służby mundurowe chcą wyjść na ulice i strajkować, to źle się dzieje w naszym kraju – mówił nam niedawno z rozżaleniem w głosie podinspektor Andrzej Szary, przewodniczący NSZZ Policjantów województwa wielkopolskiego. Same podwyżki to jednak za mało. Nawet 3,5 tys. złotych miesięcznie raczej nie jest w stanie zachęcić nikogo, by poświęcał się dla innych. Często opłacając to swoim życiem.
– Zdarzają się wśród nas alkoholicy, ludzie nieustannie siedzący u psychologa, czy palący trawkę – stwierdza Sławek. – Nie wiem, jak było kiedyś, ale mówię jak jest teraz. Ciężko się ze wszystkim zestroić, jak jednego dnia ratujesz rodzinę, bo jej ojciec chciał ich zasztyletować, a innego dnia idziesz na patrol i legitymujesz chłopaka, a ten wyciąga ci kosę i niemal wsadza pod żebro. Serio, za taki pieniądz ciężko wyjść na ulicę i myśleć, że robię to dla kogoś. Częściej, mam ochotę rzucić to w cholerę!
– To czemu nie rzucisz? – pytam od razu. – Bo mam kredyt – odpowiada. – Dokładniej żona, ale ja jej dopłacam. Dziecko też w drodze… i zaraz patrol, z którego nie wiem, czy wrócę. Robiłbyś to, za takie pieniądze? Pewnie nie, a ja muszę… i mam służbę.

Ciąg dalszy nastąpi…

Imiona niektórych osób zostały zmienione na prośbę rozmówców