„Policjantów widzę tylko w telewizji”

ilustracja

W artykule zatytułowanym „Policjantów widzę tylko w telewizji” Gazeta Wyborcza komentuje spotkanie policji z mieszkańcami po serii włamań w Poznaniu. Od kilku tygodni grasuje tam szajka włamująca się do mieszkań. Ich ofiarami padło już kilkanaście osób – tylko w noc sylwestrową złodzieje okradli pięć domów.
W następstwie tej serii włamań w komisariacie na poznańskich Jeżycach zorganizowano specjalne spotkanie mieszkańców z policjantami w tej sprawie. Zdaniem policji za włamaniami nie stoi jedna osoba, lecz grupa osób. W 90 proc. zdarzeń wchodzą do domów, podważając drzwi balkonowe. Zabierają pieniądze, biżuterię, zegarki, zdarzyło się, że ukradli też kolekcję monet.
Policji zależy na ostrzeganiu mieszkańców, stąd otwarte spotkanie w siedzibie komisariatu, na które przyszło kilkadziesiąt osób, policjanci w ostatniej chwili musieli dostawiać krzesła – informuje GW.
Jak twierdzi policja wszystkie zgłoszenia traktowane są poważnie. Miejsca włamań badane są przez ekipę dochodzeniowo-śledczą. Uruchomiono też specjalny telefon dla mieszkańców Strzeszyna – to numer komórki, którą przez całą dobę będą mieli przy sobie policjanci kryminalni badający sprawę. – Jeśli zobaczycie coś podejrzanego, jakąś osobę albo samochód, jeśli dowiecie się czegoś, co może nam pomóc w złapaniu włamywaczy, zadzwońcie – apeluje policja

„Podczas spotkania ujawniono, że jedna z wersji branych poważnie pod uwagę zakłada udział we włamaniach osób z tej samej okolicy. – Złodzieje nie lubią ryzykować, wolą zrobić rozpoznanie, pójść na pewniaka. Stąd podejrzenie, że sprawcy dobrze znają teren i zwyczaje mieszkańców. Obserwują dom, zanim do niego wejdą. Tak jak w filmie „Kevin sam w domu” – mówił Andrzej Borowiak, rzecznik wielkopolskiej policji”.

W wypowiedziach mieszkańców pojawiał się zarzut, że ich osiedla patroluje zbyt mało policjantów. – Jeśli chcę zobaczyć policjanta, to włączam telewizor albo idę na komendę – powiedział jeden z mężczyzn.

To, że policjantów nie widać, nie oznacza, że ich nie ma. Na miejscu pracują policjanci kryminalni, bez mundurów, w cywilnych samochodach – tłumaczy komendant komisariatu, a cytowany wyżej rzecznik wielkopolskiej policji dodał, że na miejsce zostały też skierowane dodatkowe patrole umundurowane.
Jedna z kobiet uczestniczących w spotkaniu skomentowała: – To prawda, wczoraj widziałam ich dwa razy, wcześniej się nie pojawiali…
Andrzej Borowiak mówił też, że włamywaczy kusiła wizja łatwego łupu: – Widać już, że ilość gotówki przechowywanej w domach była zbyt duża. Jeśli zaś chodzi o cenne przedmioty, to powinny być trudne do znalezienia. Nie ma 100-procentowych zabezpieczeń, ale włamywaczy można odstraszyć lub utrudnić im życie. Wiemy, że w przypadku większości włamań domy nie miały systemów alarmowych albo były one wyłączone.

No cóż, musimy więc pozbyć się z domów gotówki, zainstalować dodatkowe zabezpieczenia a najlepiej nie ruszać się z domów, bo policjantów widzimy tylko w w telewizji – taki morał płynie z wypowiedzi tak rzecznika, jak i komendanta komisariatu.

Zamiast dodatkowych patroli policjanci mieli jeszcze bardzo dobre rady dla okradanych mieszkańców – najlepsze zabezpieczenie przed włamaniem to życzliwy sąsiad a nie firmy ochroniarskie, które przyjeżdżają pod dom, gdy uruchomi się alarm: – Nie słyszałem, by po uruchomieniu alarmu pracownicy takich firm zatrzymali jakiegoś włamywacza – powiedział wspomniany rzecznik wielkopolskiej policji.
Rzecznik wyjaśniał też, że decyzje, gdzie wysłać policjantów, zapadają na podstawie analizy zagrożenia przestępczością: – Sam mieszkam pod Poznaniem, w dość spokojnej okolicy, i na co dzień policjantów tam nie widuję. Nie jesteśmy w stanie postawić policjantów wszędzie – czyżby kolejna rada dla mieszkańców – przenieście się tam gdzie bezpiecznie, bo cyt. „Nie jesteśmy w stanie postawić policjantów wszędzie”…

To omówienie artykułu z dzisiejszej GW – cały artykuł dostępny pod poniższym linkiem