Policja w Łodzi na służbie jeździ tramwajami. Bo brakuje radiowozów

ilustracja

Brakuje papieru, telefonów, a nawet… radiowozów – mówią policjanci z VI komisariatu w Łodzi. Podczas służby zamiast radiowozami jeżdżą tramwajem albo własnym autem. A za paliwo nikt im nie zwraca.

VI Komisariat przy ul. Wysokiej to jedna z największych miejskich jednostek policji. Są tu trzy wydziały: kryminalny, dochodzeniowo- śledczy i prewencji. W sumie około 300 mundurowych. Nie mamy niczego – mówią policjanci i wymieniają: – Brakuje papieru, pendrive’ów, telefonów, a nawet radiowozów.

O ile do telefonu dostać się można – po odstaniu kolejki na korytarzu, a prywatny pendrive znajduje się w szufladzie każdego policjanta – brak radiowozów doskwiera najbardziej. I jest powodem kuriozalnych sytuacji.

Osiem nieoznakowanych pojazdów

Policjanci z dochodzeniówki często ruszają w miasto. Głównie po to, żeby dotrzeć do świadków, zebrać dowody, odwiedzić biegłych. Problem w tym, że pojechać nie mają czym. Bo ich wydział nie ma ani jednego samochodu. Mimo że proszą o to od lat.

Marcin Fiedukowicz , rzecznik Komendy Miejskiej: – VI Komisariat posiada osiem nieoznakowanymi radiowozów, które używane są także przez funkcjonariuszy Wydziału Dochodzeniowo-Śledczego KMP.

– Zgadza się – odpowiadają policjanci. – Problem w tym, że te osiem radiowozów zazwyczaj jest zajętych. Najczęściej przez kolegów z prewencji.

Tramwaj na sygnale…

Jak radzą sobie policjanci? Korzystają z MPK. I jak mówią, czasami to wcale nie jest najgorsze rozwiązanie.

– Kiedy jedziemy załatwić coś blisko, na przykład do Sądu Okręgowego na placu Dąbrowskiego czy do Rejonowego na Kościuszki, przejażdżka tramwajem to nie problem. Ale teren podległy naszemu komisariatowi jest bardzo duży – mówi policjant.

Faktycznie. VI komisariatowi przypada największa część miasta. Funkcjonariusze z ul. Wysokiej dbają o bezpieczeństwo prawie całej wschodniej strony Łodzi.

Dochodzi do absurdów. MPK jeździmy do świadków, a nawet do oddalonego przecież sporo zakładu karnego – mówią policjanci.

Jeden z funkcjonariuszy opowiada, że raz z tramwaju musiał skorzystać nawet podczas dyżuru zdarzeniowego, czyli jadąc do nagłej sytuacji. – Jechałem do szpitala przyjąć zawiadomienie – uściśla policjant.

… albo prywatny samochód

Mundurowi mówią, że gdyby wszędzie jeździli tramwajami, to nie byliby w stanie ukończyć żadnego zadania na czas. A pracy mają mnóstwo, bo w jednostce jest mnóstwo wakatów. Policja od dawna zmaga się z problemami kadrowymi i nieefektywną rekrutacją.

– Żeby sobie jakoś radzić, używamy własnych samochodów. Bez tego ani rusz – mówi anonimowy policjant.

– Po okolicy jeżdżę MPK. Swoim autem do zakładu karnego czy aresztu śledczego, żeby przedstawiać zarzuty – dodaje jego kolega.

– To oburzające. Pracodawca nie zapewnia policjantom podstawowych narzędzi pracy – komentuje Krzysztof Balcer, szef policyjnych związkowców z województwa.

Mundurowi mówią, że używanie prywatnych samochodów nie jest incydentalne. Twierdzą, że bywają tygodnie, kiedy robią to codziennie.

Czy dowództwo zwraca im pieniądze wydane na paliwo? – Jadę prywatnym pojazdem i to moja strata – mówi policjant. Ale zaznacza, że żaden z szefów nigdy nie zasugerował im, że powinni używać własnego auta. Policjanci robią to z własnej woli, bo – jak twierdzą – nie mają wyjścia.

– Tak być nie powinno. Policjanci ponoszą koszty nie tylko paliwa, ale i eksploatacji – napraw, oleju, płynów. Nie mówiąc już o tym, co wydarzy się, jeśli policjant ucierpi w wypadku podczas służby, jadąc własnym samochodem – mówi Balcer.

Dowództwo komendy miejskiej najwyraźniej problemu nie widzi.

– Nikt nie zwracał się o zwrot kosztów paliwa zużytego w prywatnym samochodzie – twierdzi Fiedukowicz.

Policjanci z VI komisariatu zapewniają, że to nie jest tylko ich problem. Wszystkim jednostkom w Łodzi brakuje radiowozów.

– Kiedy garnizon dostaje 20 nowych radiowozów, organizujemy konferencje prasowe i kropimy je wodą święconą. Robimy z tego wielkie święto, a zapominamy o tym, że tak naprawdę potrzebujemy nie 20, a setek nowych pojazdów. Z moich informacji wynika, że w województwie nawet 70 procent taboru jest do wymiany – mówi Krzysztof Balcer, szef związkowców z województwa.