„Nasi mężowie nie mogą demonstrować. Ale my – tak. Czara goryczy się zbiera”

ilustracja

– Spotykamy się na ślubach czy urodzinach znajomych. Jesteśmy bardzo dumni z naszych mężów i naszych żon. Chcemy dla nich godnego życia. Ale frustracja narasta – mówi money.pl żona jednego z protestujących policjantów.

Protest policjantów trwa już kilka tygodni. W świetle prawa nie mają oni możliwości strajku, ale przy okazji wykroczeń zamiast karania mandatami udzielają po prostu pouczeń. W ubiegłym tygodniu opublikowaliśmy rozmowę z anonimowym policjantem prewencji. Po tej publikacji zgłosiła się do nas pani Małgosia, na co dzień żona policjanta. Opowiedziała nam ona o życiu mundurowych z punktu widzenia ich bliskich.

– Mąż jest policjantem od kilkunastu lat. Bardzo sumiennym i kochającym swoją pracę. Mamy dwójkę małych dzieci – zaczyna swoją opowieść pani Małgorzata.

Taki staż pracy gwarantuje mężowi pani Małgorzaty ok. 3,5 tys. netto. Jej zdaniem – zbyt mało w stosunku do ryzyka, jakie niesie, i wymagań, które się wiążą z jego profesją. – Dobro służby jest stawiane na piedestale i ważniejsze od człowieka. Kierownik zmienia grafik praktycznie z dnia na dzień. Mój mąż musi wręcz dzwonić, by spytać, czy aby przypadkiem się coś nie zmieniło – opowiada.

W efekcie dochodzi do kuriozalnych sytuacji. – Nie interesuje ich nawet, że rodzi się dziecko. Kiedy rodziłam drugą córkę, kierownik powiedział, że no przecież jak już urodzę, to mąż będzie mógł wrócić do pracy. Urodziłam o 2:30 w nocy. Mąż mnie zostawił i pojechał do pracy – tłumaczy.

„Mamo, co to jest długi weekend?”

Dzieci pani Małgorzaty nie wiedzą np., co to jest długi weekend. Z tymi normalnymi też nie jest zresztą lepiej. Bo dla męża pani Małgorzaty nie ma czegoś takiego jak święto. Musi być gotowy w sobotę, niedzielę czy w Boże Narodzenie.

Gdy jednak policjant się potknie, może liczyć tylko na siebie. Kilka lat temu mąż pani Małgorzaty uległ groźnemu wypadkowi samochodowemu. Spędził rok na zwolnieniu. Wtedy jeszcze policjanci na chorobowym dostawali 100 proc. wynagrodzenia. Ale po roku od powrotu do służby, ze względu na komplikacje zdrowotne spowodowane wypadkiem, mąż pani Małgorzaty musiał udać się na kolejne zwolnienie. I tym razem już na nowych zasadach, tj. za okres przebywania na zwolnieniu dostawał 80 proc. swojej pensji. Oczywiście bez dodatków i premii.

Policjant bankrutem

Konsekwencje nowego prawa dla rodziny pani Małgorzaty? – Musieliśmy ogłosić upadłość konsumencką – mówi pani Małgorzata. – Nie byliśmy w stanie spłacić kredytu na remont i wykończenie mieszkania.

W efekcie w wieku trzydziestu kilku lat z dnia na dzień wszystko musieli zaczynać od zera. Na szczęście wsparciem są inne rodziny policjantów. Choć im też nie jest lekko. Atmosfera w pracy udziela się mężowi pani Małgorzaty na co dzień. – Gdy wraca do domu, przeżywa wszystko, co się dzieje „na zakładzie”. Że traktują ich źle i że o wszystko się czepiają. Ludzi jest mało, więc frustracja przełożonych też narasta. Wylewają ją na ich podwładnych – mówi.

Dla męża pani Małgorzaty jego praca to pasja i spełnianie się w pomaganiu innym. Ale są granice wytrzymałości. – Mamy fajne dzieci i jesteśmy fajnym małżeństwem. Brakuje nam tylko czasu i troszkę pieniędzy – twierdzi pani Małgorzata.

Niestety, wkrótce może być tylko gorzej. Niedługo dla dziecka pani Małgorzaty nie będzie miejsca w żłobku. Będzie więc musiała zrezygnować z pracy. – Zostaniemy z jedną wypłatą i stosem rachunków do zapłacenia.

Wtedy znów pozostanie zwrócenie się do tych, na których zrozumienie i pomoc można liczyć zawsze – czyli do rodzin innych policjantów. Pani Małgorzata jeszcze raz podkreśla, że u reszty też panują podobne nastroje. I wszyscy są coraz bardziej zdeterminowani. – Nasi mężowie i nasze żony protestować nie mogą. Ale my tak. Za chwilę przeleje się czara goryczy. Jeśli nic się nie zmieni, wyjdziemy na ulicę – ostrzega. I dodaje: – Jesteśmy bardzo dumni z tego, kim są nasi mężowie i nasze żony. Chcielibyśmy dla nich godnego życia.

Na koniec zaś mówi: – Chciałabym, żeby wreszcie było normalnie. Żeby policjant miał poszanowanie obywateli i nie był popychadłem, ale mógł się w swojej pracy spełniać.