Decyzją ministerstwa wpływowym policjantom uchylono obniżenie emerytur na mocy ustawy dezubekizacyjnej

ilustracja

Decyzją ministerstwa wpływowym policjantom uchylono obniżenie emerytur na mocy ustawy dezubekizacyjnej – informuje „Rzeczpospolita”. Sprawa może dotyczyć 39 byłych funkcjonariuszy.

Mowa o art. ustawy, zgodnie z którym minister może odstąpić od dezubekizacji „w szczególnie uzasadnionym przypadku”, jeśli służba w aparacie represji (przed 31 lipca 1990 r.), trwała krótko, a po 12 września 1989 r. funkcjonariusz szczególnie zasłużył się dla wolnej Polski
Jak zauważa „Rz”, największe kontrowersje budzi pozytywna decyzja wobec Mirosława Hakiela, byłego funkcjonariusza komunistycznej bezpieki
Przywrócenie pełnej emerytury gen. Szwajcowskiemu decyzją szefa MSWiA (wiceministra Jarosława Zielińskiego) nie budzi zastrzeżeń w środowisku

Jak ustalił dziennik, Kazimierz Szwajcowski, Mirosław Hakiel i Bronisław Buniowski otrzymali z MSWiA decyzje uchylające obniżenie emerytur na mocy ustawy dezubekizacyjnej. „Ci wpływowi, choć mający w karierze kontrowersyjne karty, funkcjonariusze policji z przeszłością m.in. w ZOMO, są w grupie 39 byłych funkcjonariuszy, wobec których zastosowano art. 8a ustawy, czyli wyłączenia w »wyjątkowych przypadkach«” – pisze „Rzeczpospolita”.

„Rz” wyjaśnia, że artykuł ten mówi, iż minister może odstąpić od dezubekizacji „w szczególnie uzasadnionym przypadku”, jeśli służba w aparacie represji (przed 31 lipca 1990 r.), trwała krótko, a po 12 września 1989 r. funkcjonariusz szczególnie zasłużył się dla wolnej Polski. „Dezubekizacja objęła ponad 38 tys. byłych funkcjonariuszy, odwołanie do ministra w oparciu o art. 8a złożyło 4,6 tys.” – podaje gazeta.

Dziennik wskazuje, że przywrócenie pełnej emerytury gen. Szwajcowskiemu decyzją szefa MSWiA (wiceministra Jarosława Zielińskiego) nie budzi zastrzeżeń w środowisku, ale podobne potraktowanie dwóch pozostałych wysokich funkcjonariuszy służb już tak.

Życiorysy emerytów
„Szwajcowski podpadł pod ustawę, bo pod koniec lat 80. przez kilka miesięcy pracował w pionie przestępczości gospodarczej SB. Jednak epizod z ZOMO (gdzie trafił wbrew swojej woli) odrobił z nawiązką. Stał się legendą śląskiej policji, całe życie ścigał przestępców: w Katowicach i po ściągnięciu do Warszawy, gdzie w KGP kierował »pezetami«, był wiceszefem Centralnego Biura Śledczego i przez cztery lata (do 2012) zastępcą komendanta głównego. Wtedy policja wykryła aferę starachowicką i rozbijała gangi” – czytamy w „Rzeczpospolitej”.

„Rz” przypomina także życiorysy Bronisława Buniowskiego i Mirosława Hakiela. Pierwszy to wieloletni szef prewencji z Rzeszowa, ma za sobą krótką pracę w strukturach bezpieczeństwa państwa PRL. W styczniu 1987 r. przeniesiono go z funkcji dowódcy ZOMO w komendzie wojewódzkiej w Rzeszowie na naczelnika inspekcji Wojewódzkiego Urzędu Spraw Wewnętrznych.

Kontrolowaliśmy wyniki garnizonu – powiedział w rozmowie z „Rzeczpospolitą” Buniowski. W inwentarzu IPN gazeta znalazła jednak informację, że w WUSW cały czas był funkcjonariuszem MO. – Jak trafiłem do WUSW? Zostałem oddelegowany, o zdanie nikt mnie nie pytał. Po dziewięciu miesiącach napisałem raport o odejściu z zastrzeżeniem, że w innym wypadku odejdę ze służby – przyznał Buniowski.

Jak zwraca uwagę dziennik, nie wypiera się on ZOMO. Ta struktura nie podlegała jednak SB, lecz Milicji Obywatelskiej, której nie wymienia ustawa. Buniowski pojawia się w opracowaniach IPN o pacyfikacji kopalni Wujek. Był dowódcą grupy szturmującej bramę nr 1. Zomowcy używali broni długiej i strzelali do górników. Dziewięciu zginęło, dziesiątki raniono. Buniowski w wolnej Polsce w prewencji służył 16 lat.

Jak zauważa „Rz”, największe kontrowersje budzi pozytywna decyzja wobec Mirosława Hakiela, byłego funkcjonariusza komunistycznej bezpieki, o którym głośno było, gdy w 2013 r. ówczesny szef MSWiA Bartłomiej Sienkiewicz obsadził go w roli „pełnomocnika ds. kiboli” – do walki z przestępczością stadionową, co ujawnił „Dziennik Gazeta Prawna”, przypominając, że Hakiel wcześniej jako szef CBŚ brał udział „w jednym z największych skandali” w historii policji.

Gazeta podaje, że w 1989 r. Hakiel był inspektorem w wydziale polityczno-wychowawczym WUSW w Krakowie. Wydział odpowiadał za kontrolę funkcjonariuszy SB i MO, ich rodzin i koordynowanie pracy „ideowo-wychowawczej, wspólnie z organizacjami partyjnymi”. Później Hakiel szefował policyjnemu CBŚ w Krakowie i Rzeszowie. To za jego kadencji w Krakowie gangster ps. Goebbels z broni, na którą dostał pozwolenie od policji, zastrzelił konkubinę, jej znajomego, ranił jej ojca, po czym się zastrzelił. Ówczesny komendant główny policji Marek Bieńkowski odwołał Hakiela ze stanowiska.

– Uzbroili regularnego bandytę. Efekt: trzy osoby zabite, czwarta do końca życia będzie na „na twardej desce”, z przestrzelonym kręgosłupem – powiedział dziennikowi o tamtej sprawie wysokiej rangi oficer z KGP. W 2008 r. Hakiel przyszedł do Straży Granicznej na szefa Zarządu Spraw Wewnętrznych, który tropi nadużycia. – Zawsze był czyimś znajomym i spadał na cztery łapy – ocenia jeden z byłych szefów policji.

„Rzeczpospolita” zapytała o uzasadnienie tych 39 wyjątkowych decyzji, ale MSWiA odmówiło, uzasadniając to ochroną danych osobowych – RODO.