Tajny proces antyterrorystów. „Tego wymaga interes państwa”

ilustracja

Policjanci nie mają nic do ukrycia i dziwi nas taka decyzja – podkreśla Rafał Jankowski, przewodniczący Zarządu Głównego NSZZ Policjantów, który przyjechał na rozprawę. – Dalej uważam, że moi koledzy z pododdziału antyterrorystycznego nie powinni w ogóle usiąść na ławie oskarżonych.

Przed sądem w Katowicach rozpoczął się ponowny proces czterech antyterrorystów oskarżonych o nieadekwatne użycie siły podczas akcji. W poprzednim procesie funkcjonariusze zostali skazani na kary w zawieszeniu, ale ten wyrok został uchylony z powodu „dowolnej oceny materiału dowodowego”.
Oprócz oskarżonych członków samodzielnego pododdziału antyterrorystycznego do Sądu Rejonowego Katowice Zachód przyszła też grupa umundurowanych policjantów. – Przyszliśmy, bo wspieramy naszych kolegów, którzy zrobili tylko to, do czego ich szkolono – podkreślali mundurowi.

Sędzia Beata Zaczkowska, przewodnicząca składu orzekającego, wyłączyła jednak jawność procesu. – Tego wymaga interes państwa – podkreśliła. Podczas postępowania omawiana będzie bowiem m.in. taktyka działania jednostek specjalnych. Sędzia pozwoliła jednak, aby każdy z oskarżonych funkcjonariuszy wskazał jedną osobę, która pozostanie na sali rozpraw.
Policjanci nie mają nic do ukrycia i dziwi nas taka decyzja – podkreśla Rafał Jankowski, przewodniczący Zarządu Głównego NSZZ Policjantów, który przyjechał na rozprawę. – Dalej uważam, że moi koledzy z pododdziału antyterrorystycznego nie powinni w ogóle usiąść na ławie oskarżonych. To skandal i świadczy to o tym, że polskie państwo nie dba o swoich funkcjonariuszy – zaznacza Jankowski. Dodał, że jeżeli ktoś w tej sytuacji zawinił, to na pewno nie antyterroryści.
Koledzy ze SPAP są narzędziem kolegów z innych służb, a gdy wchodzi się do mieszkania, w którym ktoś może mieć broń, to tam nie ma miejsca na czułości – podkreśla Rafał Jankowski.
Oprócz niego, w sądzie nie zabrakło również Kazimierza Barbachowskiego (wiceprzewodniczący NSZZ Policjantów), Macieja Dziergasa (wiceprzewodniczący zarządu wojewódzkiego NSZZ Policjantów) oraz Dariusza Tabasa (przewodniczący Zarządu Terenowego NSZZ Policjantów OPP w Katowicach). Następna rozprawa odbędzie się 4 lipca.
Akcja w katowickiej Ligocie

Proces dotyczy wydarzeń, jakie 20 marca 2012 r. rozegrały się na osiedlu Ligota Park w Katowicach. Oficerowie z wydziału do walki z przestępczością samochodową śląskiej policji ustalili wtedy, że w jednym z mieszkań ukrywa się poszukiwany Daniel S. Mężczyzna był podejrzewany o kradzieże samochodów marki BMW. – Jest niebezpieczny i może być uzbrojony – podkreślali „samochodziarze”. Dowódca akcji zdecydował, że do zatrzymania S. zostaną wykorzystani antyterroryści.

Policyjni komandosi bazowali wyłącznie na wiedzy przekazanej im przez kolegów z „samochodówki”. Co więcej, mieli wątpliwości, czy wskazano im właściwe mieszkanie do szturmu. Jeden z antyterrorystów trzykrotnie sugerował nawet, że to może być „zły lokal”. Dowódca akcji wydał jednak rozkaz siłowego wejścia do środka.
Policjantom mieszkanie Daniela S. wskazał ochroniarz z osiedla

Problem w tym, że pomylił piętra. Nieświadomi tego antyterroryści zaczęli więc walić w drzwi niewłaściwego lokalu. Kiedy jego właściciel je uchylił, wystraszył się i próbował je zamknąć. Zaparł się nogami i blokował drzwi. Funkcjonariusze wrzucili do środka trzy granaty hukowe, po czym wpadli do środka i paralizatorem obezwładnili stawiającego opór mężczyznę. Skuli też jego konkubinę. Podczas tej akcji ukruszyli jej ząb. Złodzieja samochodów zatrzymano chwilę później w innym mieszkaniu.

Komenda wojewódzka w Katowicach zapłaciła poszkodowanym odszkodowanie za pomyłkową akcję. Prokuratura w Katowicach oskarżyła jednak czterech antyterrorystów o nieadekwatne użycie siły. W zeszłym roku sąd pierwszej instancji uznał, że wchodząc do mieszkania nie krzyczeli „policja”, przez co jego właściciel miał prawo sądzić, że są włamywaczami.
Policjanci odwołali się od wyroku

W ocenie sądu funkcjonariusze, obezwładniając mężczyznę i jego partnerkę, byli agresywni. Policjanci zostali skazani na kary w zawieszeniu. Oznaczało to dla nich koniec kariery w policji.

Skazani funkcjonariusze odwołali się od tego wyroku. I Sąd Okręgowy w Katowicach przyznał im rację. – Sąd pierwszej instancji dowolnie ocenił zebrany w tej sprawie materiał dowodowy, nie wykluczył sprzecznych wersji z przebiegu tej akcji – uznała sędzia Edyta Kowalik uchylając wyrok.

W czwartek rozpoczął się ponowny proces w tej sprawie.

Z ostatniej chwili: wczorajszy wznowiony proces naszych kolegów zakończył się jedynie ustaleniem kolejnych terminów posiedzenia Sądu.