Rada Dialogu Społecznego: Rząd nie odmrozi płac w budżetówce. Po związkowcach z Forum Związków Zawodowych zostały puste krzesła

ilustracja

W 2019 roku płace w budżetówce pozostaną zamrożone dziewiąty rok z rzędu – pisze Adriana Rozwadowska w dzisiejszym wydaniu Gazety Wyborczej w artykule zatytułowanym: „Rząd: Odmrożenia płac w budżetówce nie będzie. Jan Guz: We wrześniu może dojść do protestów”.

Mimo ultimatum związkowców rząd mówi: „Nie”. Płace ponad 3 mln pracowników sektora publicznego w przyszłym roku znów nie wzrosną. Służby mundurowe protest zaczynają już w poniedziałek. We wrześniu akcje protestacyjne mogą rozlać się na całą Polskę. Bo za 1,7 tys. zł netto nie da się żyć.
W 2019 roku płace w budżetówce pozostaną zamrożone dziewiąty rok z rzędu – w czwartek, podczas posiedzenia plenarnego Rady Dialogu Społecznego, rząd podtrzymał swoje wcześniejsze zapowiedzi. Płaca minimalna ma wynieść 2220 zł brutto – czyli 47 proc. średniej krajowej.

Tym samym rząd zignorował ultimatum Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych (OPZZ) z wtorku: albo odmrożenie płac w budżetówce i ich wzrost o co najmniej 12 proc. oraz płaca minimalna na poziomie 50 proc. średniej krajowej, albo organizacje zrzeszone w OPZZ – m.in. strażacy, pracownicy ochrony zdrowia czy nauczyciele – rozpoczną protesty.

Rząd ma jeszcze czas na ustalenie wskaźników wzrostu wynagrodzeń w sektorze publicznym i wysokości płacy minimalnej do 15 września. To oznacza, że może jeszcze przystać na postulaty związków.

– Wciąż negocjujemy, rząd ma jeszcze szansę pozytywnie zaskoczyć. Ale jeśli nie porozumiemy się, a pewnie nie, prawdopodobnie we wrześniu może dojść do protestów – zapowiada Jan Guz, przewodniczący OPZZ.

Termin jest związany nie tylko z negocjacjami. We wrześniu do szkół wracają nauczyciele i nauczycielki – jedna z najliczniejszych i najbardziej zmobilizowanych do walki o podwyżki grup zawodowych: Związek Nauczycielstwa Polskiego liczy 200 tys. członków i członkiń. Początkujący nauczyciel na rękę otrzymuje 1,7 tys. zł. ZNP chce 1 tys. zł dla wszystkich – resort edukacji godzi się na 15 proc. rozłożone na trzy lata.

Kto zdoła wyszarpać więcej?
W sektorze budżetowym płace są zamrożone od 2010 roku, a w niektórych zawodach nawet od 13 lat. W tym czasie – ze względu na inflację – wartość nabywcza wynagrodzeń spadła o ok. 12 proc. – postulat OPZZ jest więc nie tyle podwyżką, co wyrównaniem. Dziś pracownik sanepidu z wykształceniem wyższym zarabia 1,5 tys. zł na rękę, fizjoterapeuta z tytułem magistra – 1,7 tys. zł netto, a strażak po latach służby – zaledwie 3,3 tys. zł.

Choć nie jest tak, że rząd nie daje nic. Problemem jest sposób, w jaki daje. Fundusz płac w 2019 roku w budżetówce ma wzrosnąć o 2,3 proc.

– Ale system podwyższania płac w sektorze publicznym prowadzi do patologii – uważa Piotr Szumlewicz, szef mazowieckiego OPZZ. – Chcemy, żeby wszyscy mieli zagwarantowaną równą waloryzację, nie tylko głośniejsi czy bardziej potrzebni.

Bo rząd – tak czynił też gabinet Ewy Kopacz – łamie zasadę, zgodnie z którą ze związkami i pracodawcami negocjuje się wskaźniki wzrostu wynagrodzeń – a więc np. 3 czy 6 proc. dla wszystkich pracowników budżetówki – w zależności od inflacji i innych czynników. Zamiast tego na podwyżki przeznacza konkretną kwotę. Pieniądze z tej puli wyciąga jednak dopiero, kiedy ktoś protestuje. W efekcie udało się np. pielęgniarkom, inne zawody medyczne nie dostały nic. A to prowadzi też do skłócania grup zawodowych.

Na takiej samej zasadzie wiosną podwyżki dostała straż marszałkowska. Minister spraw wewnętrznych Jarosław Zieliński wprost przyznał, że tej grupie zawodowej były potrzebne bardziej niż innym mundurowym. W efekcie w SM zarabia się średnio 6 tys. zł brutto – to więcej niż w policji, straży pożarnej czy straży granicznej. Mniej (5,9 tys. zł brutto) zarabia się nawet w ABW.

Policjanci: 650 zł i waloryzacja płac
Protesty już ruszają. Pierwsi byli policjanci. W środę wieczorem Federacja Związków Zawodowych Służb Mundurowych (FZZSM) podjęła jednak decyzję, że w poniedziałek 16 lipca dołączą do nich strażacy, służba więzienna, straż graniczna i służba celno-skarbowa.

Mundurowi chcą podwyżek o 650 zł i odmrożenia waloryzacji płac. Chcąc pokazać wolę negocjacji, policjanci zrezygnowali z wcześniejszego postulatu przywrócenia starych zasad emerytalnych.

Mundurówka – zgodnie z ustawą – ma ograniczone możliwości protestowania. Dlatego oflaguje jednostki, a policja będzie stosować wobec obywateli pouczenia zamiast wlepiać im mandaty. Szef FZZSM Marcin Kolasa już zapowiada, że jeśli to nie pomoże, dojdzie do ogólnopolskiej manifestacji. Resort? Na razie wyraża zrozumienie dla postulatów i powtarza, że niskie płace to wynik wieloletnich zaniedbań.

Po związkowcach zostały puste krzesła
W czwartek w posiedzeniu RDS nie uczestniczyli przedstawiciele liczącego 300 tys. członków Forum Związków Zawodowych (FZZ) – na znak protestu pozostawili puste krzesła. Zdaniem Doroty Gardias, szefowej FZZ, negocjacje w sprawie założeń budżetowych na 2019 rok są pozorowane.

– Trudno w ogóle nazwać je negocjacjami. Przedstawiciele rządu są obecni na posiedzeniach, ale jedynie w roli „przekaźników”. Mówią nam, co już zostało ustalone, i że nie są uprawnieni do zmiany tych decyzji. Nasza obecność tam nie ma sensu – tłumaczy Gardias. – Postanowiliśmy, że zamiast straszyć protestami, przejdziemy od razu do czynów. Pielęgniarki negocjują, toczą się rozmowy w sprawie kopalń, już protestują zrzeszeni u nas policjanci.

FZZ chce, aby płace w budżetówce wzrosły o 15 proc. Z kolei NSZZ „Solidarność” – podobnie jak OPZZ – mówi o 12 proc, ale na razie zwleka. Szef „S” Piotr Duda zapowiedział, że spotka się w tej sprawie z premierem Mateuszem Morawieckim. Dopiero fiasko tej rozmowy ma spowodować podjęcie przez „S” akcji protestacyjnych.

Średnia z innej próby, z nadgodzinami
Związki zawodowe szczególnie irytuje, że resort pracy i rząd wciąż chwalą się dobrymi danymi z rynku pracy – m.in. średnią płacą na poziomie 4,7 tys. zł brutto.

Ale dane GUS, którymi podpiera się rząd, pochodzą z sektora przedsiębiorstw (prywatne firmy zatrudniające minimum 10 osób, pracuje w nich 6 z 17 mln aktywnych ekonomicznie Polaków i Polek) – i nie uwzględniają sektora publicznego.

Do tego podawane średnie uwzględniają przepracowane nadgodziny – nie mówią więc, ile zarabia się, pracując kodeksowe 40 godzin tygodniowo. Np. w przypadku pracowników ochrony często pracujących po 200-300 godzin miesięcznie średnie zarobki mogą sięgać 4 tys. zł. Wiadomo jednak, że pracując na „tylko” jeden etat, w ochronie zarabia się stawkę minimalną. Nadgodziny bierze się po to, żeby być w stanie się utrzymać.