Policjanci w Gdańsku wesz(li) do akcji odwszawiania bezdomnych.

ilustracja

Policjanci w Gdańsku dostali dyspozycje, by w razie potrzeby asystować podczas odwszawiania osób bezdomnych. Sprawa wywołała spore emocje wśród policjantów. – Policjantów brakuje, żeby zabezpieczyć ulice, a tutaj mają jeszcze tracić czas na to, żeby pilnować odwszawiania osób bezdomnych? Oczywiście, że możemy pomagać, ale powinny być jakieś priorytety, podkreślają policjanci.

Tymczasem okazuje się, że problem w Gdańsku jest o wiele bardziej złożony i w tym przypadku trudno mówić o „wymysłach przełożonych”. Wiele wskazuje na to, problemem jest brak odpowiednich rozwiązań systemowych. I sami pomorscy policjanci, mimo że z pomysłu zadowoleni nie są, to po części rozwiązanie tymczasowe akceptują.

Oficjalne tłumaczenia są tutaj następujące: – Tak jak w piśmie od zastępcy komendanta zostało wskazane, jest to rozwiązanie tymczasowe, tylko na czas Świąt i okres Nowego Roku. Taki dokument jest wynikiem sytuacji, do której w Gdańsku doszło 20 grudnia – mówi rzecznik Komendy Miejskiej Policji w Gdańsku Karina Kamińska.

Jak się dowiedzieliśmy, 20 grudnia w Gdańsku patrol policji podjął interwencję wobec osoby bezdomnej, która już wcześniej w wypadku straciła obie nogi. Będący pod wpływem alkoholu mężczyzna poruszał się na wózku. Policjanci dowieźli bezdomnego do izby wytrzeźwień. Tam jednak okazało się, że mężczyzna nie jest na tyle pijany, by mógł trafić do ośrodka. Wskazano więc funkcjonariuszom konkretną placówkę w Gdańsku, gdzie mężczyzna miał zostać przewieziony. Na miejscu wyszło jednak na jaw, że w ośrodku, którego jednym z zadań jest pomoc niepełnosprawnym osobom bezdomnym, dyżuruje w nocy tylko jedna osoba. Policjanci zostali poproszeni o pomoc.

Jeden z gdańskich funkcjonariuszy, który prosi o zachowanie anonimowości, tłumaczy: – W Gdańsku regularnie odbywają się spotkania na linii policja, miasto i organizacje, które pomagają bezdomnym. Efekty tej współpracy są naprawdę konkretne, to nie są zwykłe rozmowy przy kawie. Wcześniej nie było takiej koordynacji i zdarzało się, że policjanci nie wiedzieli, gdzie mają przewieźć nietrzeźwą osobę bezdomną i jeździli po kilka godzin po różnych ośrodkach.

– Teraz tego nie ma, funkcjonariusze dostają jasne wytyczne i nie tracą już czasu. Ale jest inny problem. Niestety w nocy w placówkach dla bezdomnych w Gdańsku dyżuruje tylko jedna osoba. Nic takiego się nie stanie, jak czasami policjant pomoże w takiej sytuacji – dodaje.

Jeden z gdańskich funkcjonariuszy: nie ma opcji, bym wykonał takie polecenie zastępcy komendanta

A inny policjant dopowiada: – Z tego co wiem, to są tylko propozycje zastępcy komendanta dla policjantów, jak mają się zachowywać. Taki swoisty algorytm na konkretną sytuację. Nikt ich nie ukarze, jeżeli nie postąpią według tych wytycznych.

Oficjalnie z Komendy Miejskiej Policji płyną zapewnienia, że nikt nie przewiduje tutaj żadnych kar. Być może i dobrze, bo w Gdańsku są funkcjonariusze, którzy nie ukrywają, że ani myślą stosować się do poleceń zastępcy komendanta. – Policjanci są od ochrony życia i zdrowia obywateli. Nie mam nic do tego, że muszę np. dbać o bezpieczeństwo ratowników, podejmujących interwencję wobec agresywnego, pijanego i bezdomnego mężczyzny. To jest mój obowiązek, który wynika z ustawy. Ale moim obowiązkiem nie są działania administracyjne, polegające na odwszawianiu bezdomnych. Przecież to jest jakiś absurd – denerwuje się jeden z gdańskich policjantów. I zastrzega: – Nie ma opcji, bym wykonał takie polecenie zastępcy komendanta. Bez względu na konsekwencje.

Nasz rozmówca wskazuje na problem dezynfekcji mundurów policjantów i radiowozów. – Czy ktoś pomyślał, jak to ma wyglądać w praktyce? Policjant ma przewozić bezdomnego, a później jeszcze uczestniczyć w jego odwszawianiu? I co, później ma wyjść z placówki, wejść do radiowozu i pojechać na kolejne wezwanie? I może jeszcze wsadzić tam kolejną osobą z interwencji?

Rzecznicy KMP tłumaczą, że gdańska policja ma podpisaną umowę z prywatną firmą, która na wezwanie funkcjonariuszy ma obowiązek zdezynfekować np. radiowóz. – To prawda, ale w praktyce to nie działa – kwituje jeden z funkcjonariuszy.

To nie jest tylko historia o problemach policjantów czy osób bezdomnych. Czy i co zrobi tutaj miasto?

Cała historia dotyka mocno policjantów, ale problem w dużej części leży tutaj gdzie indziej. Wszyscy nasi rozmówcy (zarówno przeciwnicy nowych rozwiązań, jak i ci, którzy bronią decyzji zastępcy komendanta) wskazują, że to organizacje pozarządowe i miasto mają zapewnić odpowiednią obsługę w placówkach dla bezdomnych. – Nie może być tak, że w nocy dyżuruje tutaj tylko jedna osoba. Ktoś powinien znaleźć środki na dodatkowe etaty – słyszymy od policjantów, którzy deklarują, że temat ten zostanie podniesiony na kolejnym gdańskim spotkaniu z miastem i organizacjami pozarządowymi.

 

 

 

Więcej pod poniższym linkiem