Jedź pan i więcej tak nie rób!

ilustracja

Od wtorku za niewielkie przekroczenie prędkości, jazdę bez pasów czy picie w miejscu publicznym policja daje pouczenia. W ten sposób zwraca uwagę rządu na brak pieniędzy i rąk do pracy.
„Czym się różni balkon od policjanta? Tym, że balkon może utrzymać pięcioosobową rodzinę”. Taki dowcip krąży po komendach policji w całej Polsce.

Mundurowi mają dość pracowania za stawkę kasjera w dyskoncie. Rozpoczęli akcję protestacyjną, podczas której nie karzą mandatami, tylko pouczają. To o tyle zaskakujące, że każdy kierowca nie raz słyszał tłumaczenie: No, ja bym pana może i pouczył, ale taryfikator każe mi dać mandat i punkty. Nie ma zmiłuj. Nie moja wina”

Pouczenie można dać prawie zawsze

Teraz okazało się, że jednak można poprzestawać na pouczeniach.

Policjant nr 1, drogówka: – Niewielkie przekroczenie prędkości, brak dokumentów, jazda bez pasów. W tych przypadkach pouczenia wypisujemy zdecydowanie częściej. Zależy, czy ktoś był już karany za podobne rzeczy i jak wygląda jego kartoteka. Jeśli ktoś pędzi 120 km na godz. w terenie zabudowanym, to nie może liczyć na pobłażliwość. Wszystko oceniamy w granicach prawa i zdrowego rozsądku.

Policjant nr 2, prewencja: – Przejście na czerwonym świetle, śmiecenie czy picie alkoholu w miejscu publicznym. Czyli wykroczenia z grupy lekkich – puszczam po pouczeniu. Ale jeśli zauważę, że ktoś robi to kolejny raz, wypisuję mandat. Grzywny nakładamy też na złodziei w sklepach, uczestników bójek czy sprawców stadionowych zamieszek.

Kodeks karny nie wskazuje wprost sytuacji, w których policjant może zrezygnować z nałożenia mandatu karnego. Ale art. 41 kodeksu wykroczeń mówi: „W stosunku do sprawcy czynu można poprzestać na zastosowaniu pouczenia, zwróceniu uwagi, ostrzeżeniu lub na zastosowaniu innych środków oddziaływania wychowawczego”. To oznacza, że niemal w każdym przypadku policjant, jeśli uzna to za stosowne, może zrezygnować z ukarania mandatem karnym. Na tym zapisie policjanci opierają formę akcji protestacyjnej.

– Przede wszystkim kierujemy się zdrowym rozsądkiem. Jeśli ktoś uporczywie łamie przepisy, nie może liczyć na uniknięcie kary – mówi Mirosław Bednarski, przewodniczący Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego Policjantów w Komendzie Stołecznej Policji.

Trzy razy mniej mandatów

Zaczęło się w Warszawie. Już w maju policjanci z drogówki i prewencji zamiast mandatów za wykroczenia dawali pouczenia. Skarżyli się na to urzędnicy z ratusza. – Kierowcom, którzy łamią przepisy, patrole wypisują o 90 proc. mandatów mniej niż zwykle i ograniczają się do pouczeń. Po Warszawie rozeszła się fama, że drogówka właściwie przestała karać – mówił „Wyborczej” na początku czerwca proszący o anonimowość urzędnik.

– Coraz więcej mundurowych ucieka z policji do Służby Ochrony Państwa lub Żandarmerii Wojskowej, czyli tam, gdzie są godne pieniądze – potwierdzał były funkcjonariusz Komendy Stołecznej. – Państwo ma w tyłku policjantów, a wymaga od nas cudów. Koledzy się wkurzyli. Żeby nie nabijać kasy PiS, dają upomnienia.

Efekty? W maju i czerwcu 2018 r. stołeczni policjanci wypisali ponad trzy razy mniej mandatów niż w tym samym okresie przed rokiem. W 2017 r. ukarali 71 tys. 800 osób, a w dwa miesiące tego roku jedynie 21 tys. 300.

10 lipca akcja protestacyjna rozlała się na cały kraj. „W związku z niesatysfakcjonującymi środowisko policyjne negocjacjami, które jak dotąd nie zagwarantowały spełnienia postulatów (…), Zarząd Główny NSZZ Policjantów podjął decyzję o wszczęciu ogólnokrajowej akcji protestacyjnej” – czytamy w komunikacie związkowców.

Podwyżki w innych służbach

Rozmowy w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych o podwyżkach dla mundurowych trwają od kilku miesięcy. Głównym postulatem związkowców jest podwyżka 650 zł na rękę. Policjanci domagają się też m.in. płatnych nadgodzin, stuprocentowego wynagrodzenia podczas pobytu na zwolnieniu lekarskim i zrównania praw emerytalnych funkcjonariuszy, którzy dołączyli do służby po 1999 r., z tymi zatrudnionymi wcześniej. W związkach mówią, że w tych ostatnich kwestiach porozumienie jest blisko, ale największe rozbieżności dotyczą podwyżek.

Policjantów dodatkowo rozsierdziło to, że rząd przyznał niedawno podwyżki innym służbom mundurowym. W maju po 1036 zł brutto dostali funkcjonariusze Służby Ochrony Państwa (dawniej BOR). Ich pensja wynosi teraz nie mniej niż 6 tys. zł. Jeszcze więcej będzie zarabiać straż marszałkowska. Na początku czerwca premier Mateusz Morawiecki wydał rozporządzenie, które otwiera furtkę do podnoszenia zarobków sejmowych strażników. Dodatkowe pieniądze dostaną m.in. za wykonywanie zadań reprezentacyjnych, sprawowanie opieki nad psem służbowym czy służbę w konwoju. Mogą liczyć nawet na dodatkowe 440 zł miesięcznie.

Policja też dostała podwyżki, ale tylko od 100 do 200 zł. Teraz średnie zarobki funkcjonariusza po szkole policyjnej wynoszą 2,7 tys. zł na rękę.

– Wiemy, że więcej zarabia kasjer w dyskoncie. A nasza odpowiedzialność jest większa, i to bez porównania. Narażamy życie, pracujemy w dzień i w nocy – mówi jeden z funkcjonariuszy KSP.

– Nie może być tak, że ktoś, kto otwiera szlaban w ministerstwie, zarabia 1,5 tys. więcej niż policjant, który codziennie nadstawia łeb – mówił „Wyborczej” Rafał Jankowski, przewodniczący NSZZ Policjantów. – Po informacjach o podwyżkach dla innych służb ludzie w terenie są zbulwersowani. Wyniki naszej ankiety referendalnej jednoznacznie wskazują, że 99 proc. funkcjonariuszy popiera protest – dodał.

Jesteśmy bezpieczni?
– Czy na ulicach jest teraz mniej bezpiecznie? – pytam Mariusza Ciarkę, rzecznika komendanta głównego policji.

– Służba w policji to wyjątkowa misja, która wymaga szczególnego przestrzegania prawa i podejmowania działań chroniących społeczeństwo nawet wówczas, gdy jest się poza czasem służby – odpowiada. – Nie ma takiej możliwości, by zabrakło patroli na ulicach lub by ktoś nie otrzymał pomocy, jakiej potrzebuje. Policjant w służbie czy poza służbą zawsze reaguje na przejawy łamania prawa niezależnie od tego, czy to przestępstwo czy wykroczenie. Policjanci nie mają prawa do strajku i nawet ci protestujący są zobowiązani prawem do reagowania na popełniane przestępstwa i wykroczenia. I taka reakcja z naszej strony zawsze będzie.

Akcja protestacyjna ma potrwać aż do zaakceptowania przez MSWiA postulatów mundurowych. Zgodnie z przepisami policja nie ma prawa do formalnego strajku, ale jeśli nie dojdzie do porozumienia, kolejną formą protestu będzie strajk włoski, który może się odbyć w sierpniu. Policjanci będą się nadmiernie skrupulatnie stosować do przepisów i wytycznych przełożonych. Jeśli to nie pomoże, we wrześniu odbędzie się wielka manifestacja służb mundurowych w Warszawie. Związki nie wykluczają też zbiorowej akcji krwiodawstwa, podczas której policjanci w dniu służby zgłoszą się do oddania krwi i nie przyjdą do pracy.